Znów nie było mnie tu przez chwilkę, ale już szybko nadrabiam…
Po jednym dniu mojej pracy w ser comie odesłali mnie do domu.
Nikt nie dzwonił przez prawie tydzień aż w końcu dzwoni adeccowski Hiszpan i łamaną angielszczyzną pyta mnie czy mam ochotę pracować na stale przy produkcji systemów LCD do laptopów Della.
Oczywiście się zgodziłem i takim sposobem mam stałą pracę.
Pracuje podobnie jak Marysia w weekendy, od 7:30 do 19:30 – 12h dość ciężkiej pracy na stojąco.
W pierwszym tygodniu zastanawiałem się jak wytrzymam, bolały mnie palce od łapania tysięcy malutkich śrubek, bolały plecy, które przyzwyczajone były raczej do siedzenia czy leżenia, ale najbardziej bolały mnie stopy, które nie przywykły do dźwigania mojego cielska przez 12h non stop.
Drugi weekend był łatwiejszy, znów wszystko zaczęło boleć, ale już mniej, po za tym te trzy dni w jakiś sposób zleciały wyjątkowo szybko, a mam nadzieje, że ta tendencja będzie się utrzymywać.
Zarobiłem pierwsze, całkiem dobre pieniądze i oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie wydał ich na sprzęt, mniej lub bardziej potrzebny…
Kupiłem dwa dyski twarde Seagate Baracuda ES, po 750GB każdy, kupiłem maszynkę do strzyżenia włosów i masę innych pierdół, a wczoraj zamówiłem 27 calowy monitor Della.

Zapomniałem wspomnieć o pogodzie…
Od czasu, kiedy przyjechaliśmy, wydawało mi się, że pada tutaj codziennie, nie ważne jak długo i intensywnie, choćby przez 10 minut, ale jednak codziennie padało.
Dziś mamy już szósty dzień bez ani jednej kropli deszczu, niebo jest błękitne, słońce milo grzeje, ptaki drą mordy tak, że aż chce się żyć.
Złożyłem już „zamówienie” na prezenty urodzinowe, prawdopodobnie dostane nową myszkę Logitech MX Revolution, drukarko-skaner identyczny jak ten, który zostawiłem w Krakowie, czyli Canon MP600 + niespodzianka, którą wymyśliła Marysia…
Do urodzin jeszcze prawie 2 tygodnie, ale już teraz cieszę się jak dziecko.
Ha! Zapomniałem napisać o skarbonce…
Tak, zrobiłem skarbonkę z puszki po pringelsach, postanowiłem wrzucać do niej wszystko, co uda mi się zaoszczędzić w czasie drobnych zakupów, a także weekendowych posiłków w pracy, które odgraniczam do płynów z wysoką zawartością cukrów…
Dziś Marysia wzięła sobie overtime, dlatego też siedzę sam w pokoju.
Trzeba troszkę sprzątnąć, poopieprzać się, zaplanować kolejne zakupy i znów się poopieprzać , dlatego kończę na dziś i biegnę się położyć…
czwartek 29 Marzec , 2007 o 09:36
Po przeczytaniu wpisu mojego KOtka prawie wszystko się zgadza, poza paroma szczegółami…nie on sam sobie kupił dyski bo z naszych wspólnych pieniążków jezcze przywiezionych z Polski, maszynkę do włosów ja mu ją kupiłam, na fotce mamy też nową maszynkę do golenia buźki, też mój zakup…mój drogi ukochany zbiera na monitor więc oszczędza na wszystkim co sie da…ja za to wydaję moję ciężko zarobione pieniążki na weekend shifcie w dellu…a tak na marginesie brawo kochanie ładny blog :*