Dokładnie tyle dzieli nas od Irlandii.
Trzeba będzie chyba pogonić Marysię by pomału już się pakowała, ale jak ją gonić, kiedy ja sam właściwie niczego nie ruszyłem?
Dziś Krzysiek podsunął mi dość dobry pomysł, – jeśli już biorę wszystkie części do komputera to dlaczego nie dosłać by jeszcze obudowy i monitora, które we wstępnym założeniu miały pozostać w polsce.
Znów spora oszczędność na start, w końcu i tak na miejscu miałem zamiar kupić identyczną obudowę, jaką zostawiam tutaj, a jeśli chodzi o monitor to pociągnę na nim do czasu aż zarobię na 24 calowego Della.

W sumie wszystkie ciuchy na wyjazd mam już odłożone, pozostaje tylko wszystko to wrzucić do walizki, dołożyć części z komputera, trochę kosmetyków i kilka gadżetów, a na końcu wymienić nasze ostatnie już złotówki na euro.
Musze zabrać się za to solidnie w ten weekend, bo później mogę obudzić się z ręką w nocniku i w szale pakowania zapomnieć wielu drobnych, ale bardzo przydatnych rzeczy.
Po za tym bardzo się denerwuje, nie śpię po nocach, dopada mnie sraczka, czkawka i pukawka, ale jak to zwykle u mnie bywa, staram się nie dawać nikomu tego po mnie poznać.
Właściwie nie ma się czym przejmować, podobne stany występują u mnie losowo, niezależnie od tego czy jadę gdzieś dalej za granicę czy mam wybrać się na długo wyczekiwane zakupy w moim mieście.
Jak zwykle, kiedy przychodzą złe myśli, pomagam sobie w ten sam sposób – wchodzę na stronę www irlandzkiego sklepu z komputerami, rtv i gadżetami, a później przeglądam, kalkuluję i planuję, co sobie kupię za zarobione na miejscu pieniądze…
Ps. Vista już dotarła, zainstalowałem ją i jak na razie napotkałem tylko dwa problemy, które wydaje się dość łatwo ominąć już w niedalekiej przyszłości, co oznacza że jest dobrze!