Euro 2012 no kurwa…

środa 18 Kwiecień , 2007

euro 2012

 

Co za banda debili przyznała Polsce organizacje?

Wszyscy się cieszą, ale czy wiedzą że nie mają z czego?

Ehh, jeszcze 5 lat, może się wiele zmienić, ale znając to, co zostawiłem za sobą, czuje że ten kraj jako organizator euro 2012 strasznie się ośmieszy…

Podobnie było z wyborami Miss, które wisiały na włosku – porażka…

Wsadzą w to masę pieniędzy, których nie będzie się dało odzyskać, a zarobią na tym głównie Ci, którzy potrafią dobrze i po cichu kraść…

Później zrobią komisję sejmową od spraw Euro 2012, a panowie pośłowie, panie poślinki i inne poślinione rzeczy będą kombinować przez dwa lata, kto co ukradł, kto kogo oszukał itd…

Euro 2112 może, bo za 5 lat zdecydowanie za wcześnie…

Aktualnych informacji garść…

środa 28 Marzec , 2007

Znów nie było mnie tu przez chwilkę, ale już szybko nadrabiam…
Po jednym dniu mojej pracy w ser comie odesłali mnie do domu.
Nikt nie dzwonił przez prawie tydzień aż w końcu dzwoni adeccowski Hiszpan i łamaną angielszczyzną pyta mnie czy mam ochotę pracować na stale przy produkcji systemów LCD do laptopów Della.
Oczywiście się zgodziłem i takim sposobem mam stałą pracę.
Pracuje podobnie jak Marysia w weekendy, od 7:30 do 19:30 – 12h dość ciężkiej pracy na stojąco.
W pierwszym tygodniu zastanawiałem się jak wytrzymam, bolały mnie palce od łapania tysięcy malutkich śrubek, bolały plecy, które przyzwyczajone były raczej do siedzenia czy leżenia, ale najbardziej bolały mnie stopy, które nie przywykły do dźwigania mojego cielska przez 12h non stop.
Drugi weekend był łatwiejszy, znów wszystko zaczęło boleć, ale już mniej, po za tym te trzy dni w jakiś sposób zleciały wyjątkowo szybko, a mam nadzieje, że ta tendencja będzie się utrzymywać.
Zarobiłem pierwsze, całkiem dobre pieniądze i oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie wydał ich na sprzęt, mniej lub bardziej potrzebny…
Kupiłem dwa dyski twarde Seagate Baracuda ES, po 750GB każdy, kupiłem maszynkę do strzyżenia włosów i masę innych pierdół, a wczoraj zamówiłem 27 calowy monitor Della.

Zapomniałem wspomnieć o pogodzie…
Od czasu, kiedy przyjechaliśmy, wydawało mi się, że pada tutaj codziennie, nie ważne jak długo i intensywnie, choćby przez 10 minut, ale jednak codziennie padało.
Dziś mamy już szósty dzień bez ani jednej kropli deszczu, niebo jest błękitne, słońce milo grzeje, ptaki drą mordy tak, że aż chce się żyć.
Złożyłem już „zamówienie” na prezenty urodzinowe, prawdopodobnie dostane nową myszkę Logitech MX Revolution, drukarko-skaner identyczny jak ten, który zostawiłem w Krakowie, czyli Canon MP600 + niespodzianka, którą wymyśliła Marysia…
Do urodzin jeszcze prawie 2 tygodnie, ale już teraz cieszę się jak dziecko.
Ha! Zapomniałem napisać o skarbonce…
Tak, zrobiłem skarbonkę z puszki po pringelsach, postanowiłem wrzucać do niej wszystko, co uda mi się zaoszczędzić w czasie drobnych zakupów, a także weekendowych posiłków w pracy, które odgraniczam do płynów z wysoką zawartością cukrów…
Dziś Marysia wzięła sobie overtime, dlatego też siedzę sam w pokoju.
Trzeba troszkę sprzątnąć, poopieprzać się, zaplanować kolejne zakupy i znów się poopieprzać , dlatego kończę na dziś i biegnę się położyć…

czwartek 15 Marzec , 2007

Słyszałem ze w polsce liga znów daje o sobie znać…
Oczywiście jak zwykle w pełni ich popieram, na dowód czego zamieszczam propagandowy plakacik:

Lepiej po szkole…

Tak samo, ale odrobinę inaczej…

niedziela 11 Marzec , 2007

Tak właśnie czułem się zaraz po przyjeździe i właściwie zostało mi to do dziś, ale od początku…
Ciężko mi jakoś zacząć, w końcu nie było mnie tu ho ho albo jeszcze dłużej.
W tym momencie znajduje się w miejscu, a raczej czasie, od którego wszystko zaczyna się już prostować i wydaje się iść w jak najbardziej odpowiednim kierunku.
Patrząc z perspektywy ostatniego miesiąca, żałuję, że nie chciało mi się odrobinkę wcześniej ruszyć dupy na miasto w poszukiwaniu pracy, w praktyce przez cały miesiąc poświęciłem na szukanie pracy może 2 dni ;)
Kto mnie zna ten wie, kto nie zna niech się dowie, że zawsze byłem cholernym leniem, mamusia zrobiła czy załatwiła to czy tamto, ktoś gdzieś podwiózł, ktoś zrobił coś za mnie, coś znów udało mi się ominąć i takim sposobem z minimalnym własnym wkładem oraz cholernym szczęściem zawsze udawało mi się prześliznąć przez życie.
Tutaj jest tak samo, ale już odrobinę inaczej.
Fart jaki towarzyszył mi w życiu udało się zabrać ze sobą, niestety lenia także, jednak lenia coraz częściej udaje mi się chować w ciemny zakamarek i z fartem pod ręka odrabiam to, co przez ostatni miesiąc w raz z leniem zaprzepaściłem.
Zagłębiając się w szczegóły, zaraz po przyjeździe załatwiliśmy dwie najważniejsze sprawy – PPS i konto w banku.
Papierek z PPS przyszedł bardzo szybko, papierki z banku także, jednak do teraz nie udało nam się uzyskać dostępu do naszego konta przez Internet, z powodu niewiedzy i lenistwa oczywiście ;)
Po kilku dniach postanowiliśmy wyjść na miasto i popytać o pracę, poroznosić CV itd., zadzwoniliśmy także do Della i umówiliśmy się na interview.
W dniu, kiedy wracaliśmy z dellowskiego interview, postanowiliśmy po drodze popytać o prace i udało się, w niewielkiej pizzerii, która później okazała się być międzynarodową siecią Papa John’s Pizza, ichniejszy manager wziął nas na próbę – Marysia czwartek, ja piątek, później ona sobota, a w niedziele mieliśmy się z nim spotkać i obgadać co dalej.
Niestety, nie udało się z nim spotkać i w tym miejscu zaczęliśmy się zastanawiać o chuj chodzi, Marysia złapała konkretnego doła, którego na szczęście udało mi się z niej wytępić kosztem doła, który dopadł mnie.
Ba, nie dół, a jebany kanion, przepaść przeokrutna, czeluść jakaś kurwysyńska, przez która miałem nie raz ochotę zapakować wszystko i wracać do domu, gdzie znów wszyscy będą robić wszystko za mnie, a ja będę siedział przed komputerem i jarał dwie paczki papierosów dziennie, martwiąc się tylko o to czy w Internecie znajda się nowe filmy, które będę mógł później obejrzeć na moim wielkim telewizorze wiszącym na ścianie przede mną.

Uff, przeszło mi…
Ale dziwne że w ogóle dopadło, zawsze radziłem sobie lepiej z dołkami, teraz już nie ważne, było, minęło.
Pomógł mi troszkę fakt ze Marysia dostała prace w Dellu, pomału nabrałem nowych sił i choć trwało to dość długo, postanowiłem zacząć działać.
Pizzerie sobie odpuściliśmy, pojawiła się w niej nowa managerka, która zamiast nas, zatrudniła swoją córeczkę, na szczęście wypłacili nam pieniądze za próbną pacę…
Zarejestrowałem się w agencji pracy Adecco, która jest obecnie moim pracodawcą, połaziłem także po mieście, poroznosiłem CV, z dobrym wynikiem przeszedłem testy w Adecco, na tyle dobrym że już w 4 dni po ichniejszym interview i testach, babeczka zadzwoniła do mnie z pytaniem czy jestem zainteresowany pracą w Sercom Solutions.
Może wyjaśnię jeszcze, na jakich zasadach się tu pracuje.
W Dellu po interview ktoś do Ciebie dzwoni lub tez nie, ale jeśli zadzwoni, obecnie już bez dodatkowych testów biorą z miejsca do pracy, a dokładniej podpisuje się z nimi kontrakt na określony czas.
Plus tego jest taki iż wiesz że masz prace i wiesz zawsze ile zarobisz, minus jest taki że nie płacą tam rewelacyjnie i obecnie najczęściej po jednym, czy dwóch kontraktach już u nich nie pracujesz bo bardziej opłaca im się wziąć kogoś nowego na Twoje miejsce.
Pracując jak ja z agencji jest odrobinę inaczej, Twoim pracodawcą jest agencja, nie firma gdzie faktycznie pracujesz.
Plusy tego są takie że łatwiej dostać po jakimś czasie umowę na stałe w jednej z firm z która współpracuje agencja, a także płacą odrobinę lepiej niż w Dellu.
Minusy są takie ze nigdy nie wiesz kiedy, jak długo, za ile i w jakiej firmie będziesz pracować, ale nie jest tak źle.
Chlopaki, którzy pracują w ten sposób od 2-3 miesięcy mówią że da się wyciągnąć 1100-1500 euro miesięcznie, co mnie powinno wystarczyć do realizacji planów.
Oczywiście nie mam zamiaru porzucić poszukiwań innej pracy, dobrze byloby dorwać coś stabilniejszego, jakaś knajpa, hotel, nie ważne co, nie ważne gdzie, byle praca była pewniejsza.

Dziś mogę już powiedzieć że wychodzimy na prostą i coraz żadziej sam zadaję sobie pytanie „jak to będzie” lub „jak damy rade”, wiem że damy radę, jest dobrze, a będzie już tylko lepiej…

Pozostało 5 dni…

sobota 3 Luty , 2007

Nerwówka pomału mnie opuszcza, ale obawiam się, że może jeszcze wrócić i przypierdolić z podwójną siłą.

Dziś wieczorem w raz z moją Marysią zabieramy do knajpy kilka osób, które były ostatnimi czasy najbliżej nas.
Zdecydowaliśmy, a raczej ja zdecydowałem że zaciągniemy ich do całkiem miłego irlandzkiego pubu „Irish Arms Pub”, który jest jedynym pubem w Krakowie, gdzie można się napić dobrego Guinnesa.

Jeśli ktoś, kto czyta moje wypociny ma ochotę do nas dołączyć to serdecznie zapraszam – Irish Arms Pub, poselska 18.
Myślę że zabiorę ze sobą aparat, dlatego w najbliższym czasie możecie się spodziewać kilku fotek z naszej ostatniej posiadówy przy browarze w Polsce, przed wyjazdem.

Nerv – Jeszcze tylko 6 dni…

piątek 2 Luty , 2007

Dokładnie tyle dzieli nas od Irlandii.
Trzeba będzie chyba pogonić Marysię by pomału już się pakowała, ale jak ją gonić, kiedy ja sam właściwie niczego nie ruszyłem?
Dziś Krzysiek podsunął mi dość dobry pomysł, – jeśli już biorę wszystkie części do komputera to dlaczego nie dosłać by jeszcze obudowy i monitora, które we wstępnym założeniu miały pozostać w polsce.
Znów spora oszczędność na start, w końcu i tak na miejscu miałem zamiar kupić identyczną obudowę, jaką zostawiam tutaj, a jeśli chodzi o monitor to pociągnę na nim do czasu aż zarobię na 24 calowego Della.

W sumie wszystkie ciuchy na wyjazd mam już odłożone, pozostaje tylko wszystko to wrzucić do walizki, dołożyć części z komputera, trochę kosmetyków i kilka gadżetów, a na końcu wymienić nasze ostatnie już złotówki na euro.
Musze zabrać się za to solidnie w ten weekend, bo później mogę obudzić się z ręką w nocniku i w szale pakowania zapomnieć wielu drobnych, ale bardzo przydatnych rzeczy.
Po za tym bardzo się denerwuje, nie śpię po nocach, dopada mnie sraczka, czkawka i pukawka, ale jak to zwykle u mnie bywa, staram się nie dawać nikomu tego po mnie poznać.
Właściwie nie ma się czym przejmować, podobne stany występują u mnie losowo, niezależnie od tego czy jadę gdzieś dalej za granicę czy mam wybrać się na długo wyczekiwane zakupy w moim mieście.
Jak zwykle, kiedy przychodzą złe myśli, pomagam sobie w ten sam sposób – wchodzę na stronę www irlandzkiego sklepu z komputerami, rtv i gadżetami, a później przeglądam, kalkuluję i planuję, co sobie kupię za zarobione na miejscu pieniądze…

Ps. Vista już dotarła, zainstalowałem ją i jak na razie napotkałem tylko dwa problemy, które wydaje się dość łatwo ominąć już w niedalekiej przyszłości, co oznacza że jest dobrze!

Ireland Star Wars…

środa 31 Styczeń , 2007

Czy to nie jest piękne?
Ja też tak chcę :)

Viśta Vio!

wtorek 30 Styczeń , 2007

Dziś po raz kolejny uległem i kupiłem coś…

Na szczęście coś, co faktycznie mi się przyda przez najbliższe kilka lat.
Hmm, czy ja się usprawiedliwiam?
Pewnie tak, w końcu zawsze jakoś się usprawiedliwiam przy okazji wywalenia na coś pieniędzy.
Kupiłem Windows Vista Ultimate 64bit OEM, mój pierwszy w życiu, legalny system, na którym mam zamiar pojechać przez najbliższe kilka lat (lub do czasu, kiedy zarobię w IE na “Japko”)…

No własnie, taka ciekawostka poniżej:

osx vs vista

Sama „Viśta” opakowana jest w nowe, całkiem ładne pudełko, które prezentuje się tak:

vista box

Złom…

czwartek 25 Styczeń , 2007

Ja tu planuje w jaki sposób najlepiej spakować i przewieźć (przelecieć?) komputer do IE, a tymczasem on przed chwilką najzwyczajniej w świecie zwiesił się i za Chiny nie chciał zrestartować ani włączyć…
Na szczęście, jak to zwykle w wypadku tego złomu bywa, wystarczyło otworzyć budę i podociskać dokładnie wszystkie kable aby ruszył…
I ruszył…
Czuję że kiedy będziemy już na miejscu, kupię nową, aczkolwiek taką samą jak tutaj budę, do tego zajebisty monitorek Della, złożę wszystko w całość, pocisnę „Power”, a on jak zwykle w takiej chwili zakręci wiatrakami i zaśnie zamiast wydać z siebie ten jeden, wysoki dźwięk, ten pisk, który informuje nas że świeżo złożony „frankenstein” żyje…
Dlaczego właściwie zabieram ze sobą całego blaszaka bez budy i monitora? Dla oszczędności oczywiście…
Z racji tego że jest to właściwie nowiutki zestaw na C2D, na miejscu prawdopodobnie kupiłbym to samo, co leżałoby w Polsce… Tak mocna maszynka nie jest potrzebna mojej mamie do przeglądania www, zakupów na allegro, gg czy skype.
I tak ma laptopa…
Jeśli zabiorę ze sobą PC, oszczędzę około 1500-1700E, a że blaszak jest potrzebny, wręcz konieczny, nie muszę chyba tłumaczyć…
Kopiuje wszystkie niezbędne instalki, backupy i inne pierdoły na iPoda, z bólem powywalałem wszystkie filmy HD, które przez ostatnie pół roku gromadziłem, po za tym, okazuje sie ze około 50% przestrzeni dyskowej to śmiecie, o których zapomniałem…
Na start wystarczą nam dwa dyski po 250GB, muszą wystarczyć, zepnę je w RAID’a i na 3 miesiące będziemy mieli spokój, później pomyślę o 2×500 lub 750GB, zobaczymy… Teraz jeszcze muszę tylko zastanowić się kiedy zabieram się za rozkładanie blaszaka, przeczyszczenie wszystkiego, a później pogłówkować nad zabezpieczeniem wszystkich podzespołów i odpowiednim rozmieszczeniu tego w głównym i podręcznym bagażu.

HA! Mamy gdzie mieszkać!

środa 24 Styczeń , 2007

domek

Nasze mieszkanie oznaczone czerwoną kropką.

Dzięki uprzejmości XiSiA – mojego przewodnika po IE oraz decyzji jego dotychczasowego współlokatora o przeprowadzce bliżej centrum, mamy gdzie mieszkać, bez stresów, bez poszukiwań.
Nie musimy się obawiać, że nasi współlokatorzy będą dawać w pizdę, nie musimy się obawiać, że nas okradną, nie musimy się obawiać czy wystarczy nam pieniędzy na wszystkie opłaty.

Tymczasem zbieram doświadczenia od znajomych głownie z TPC na temat życia w IE.
Okazuje się że w banku można założyć konto posługując się tylko i wyłącznie j. polskim, w sklepie czy knajpie jest niemal pewne że obsłuży nas polak, generalnie IE to teraz takie Chicagowskie „Jackowo”, z tym że w skali niemal całego kraju.
Jako że większość spraw w Polsce mamy już załatwione, nie pozostało mi nic innego jak tylko przyzwyczajać się do życia w IE w taki sposób, na jaki mogę sobie pozwolić – fotka poniżej.

ginesik


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.